Znani i nieznani gorliczanie - poznajcie niezwykłą bibliotekarkę z czasów okupacji hitlerowskiej!
Wilhelmina Stachnik z d. Schneider (1911–1989), pani z biblioteki. Pokutujący od lat wizerunek bibliotekarki, szarej myszki za regałami z książkami, „Lusia”, bo tak do niej mówiono, burzyła swoim nietuzinkowym postępowaniem w czasie okupacji. I w tym momencie należy przypomnieć założoną w 1925 roku Bibliotekę Zjednoczenia Rzemieślników i Kupców. W 1930 roku Stachnik zaczęła społecznie pełnić w niej dyżury.
Kiedy nadeszła okupacja, bibliotekę zamknięto. Pani Wilhelmina w niedzielę, potajemnie wypożyczała znajomym czytelnikom książki. W momencie, kiedy Niemcy zajęli budynek Zjednoczenia i przeznaczyli go na cele administracyjne, bibliotekarka zapakowała cały księgozbiór tj. około 2000 woluminów do skrzyń i znalazła dla niego nowe miejsce w niewielkim, zawilgoconym lokalu przy ul. Ropskiej (dzisiaj ul. Mickiewicza).
Tak o tym lokalu pisało Podkarpacie w 1974 roku:
Wtajemniczeni znali zakamarki schodów, skrzypiące drzwi i Luni promienny wzrok, że to jeszcze nie Niemcy, że swoi.
I wypożyczała zakazaną wtedy lekturę polskich autorów, m.in. Mickiewicza, Sienkiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Kraszewskiego.
Jednego dnia zjawili się jednak Niemcy. Mimo wielu obaw nic się nie stało. Bibliotekarka otrzymała upomnienie za to, że biblioteka działała bez pozwolenia. Ponieważ był to księgozbiór o charakterze zowodowym, Niemcy uznali, że jest potrzebny i przydzielili bibliotece nowy, lepszy lokal przy ulicy Piekarskiej. Tam Wilhelminie Schneiderównej zaczął pomagać narzeczony, a później mąż, Kazimierz Stachnik. Razem oprawiali, naprawiali i „załatwiali” nowe książki. Bibliotece nadano nazwę „Publiczna” i wykonano dwujęzyczną pieczątkę „ Offentliche Bibliothek in Gorlice, Publiczna Biblioteka w Gorlicach”.
Do księgozbioru tej biblioteki dołączono część zbiorów Biblioteki Kasyna Robotniczego i Kasyna Urzędniczego.
Po wrześniu 1939 r. nastąpiła likwidacja działalności bibliotecznej w dotychczasowych formach. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa biblioteki podlegały wydziałowi propagandy, w ramach którego 1 lipca 1940 r. utworzono Główny Zarząd Bibliotek (Hauptverwaltung der Bibliotheken des GG), a nowowprowadzone przepisy, celowo mało precyzyjne, stwarzały władzom okupacyjnym możliwość dowolnej ich interpretacji.
W Gorlicach Pani Lusia oprócz książek zawodowych wypożyczała również polską literaturę. 22 lipca 1941 roku otrzymała pismo od władz niemieckich z poleceniem wykonania spisu alfabetycznego książek i dostarczenia go do Starostwa.
Niemcy już na drugi dzień po otrzymaniu spisu zjawili się w bibliotece i zrobili czystkę na półkach. Wywieźli „skazane” książki. Sądząc po tym, że już nigdy się nie znalazły, spalili je, podobnie jak z wielu innych placówek. Fanatyczni wyznawcy nazizmu powrócili wtedy do zarzuconego w XX wieku zwyczaju palenia książek uznanych przez nich za nieprawomyślne. Na szczęście część tych „zakazanych” pozycji z biblioteki Wilhelminy Stachnik była wypożyczona i po zwrocie nadal krążyły one wśród gorliczan, ale w obiegu konspiracyjnym.
Polska książka w czasie okupacji odniosła duże straty, wiele cennych księgozbiorów przepadło bezpowrotnie. Znaleźli się jednak ludzie, tacy jak Wilhelmina Stachnik, którzy ratowali książki i udostępniali je czytelnikom, nie bacząc na niebezpieczeństwo, jakie groziło im ze strony okupanta.
Po zakończeniu wojny Wilhelmina Stachnik już 1 marca 1945 roku została pracownikiem Biblioteki Ludowej w Gorlicach. W 1961 roku przeszła na rentę jako pracownik Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorlicach.
Na podstawie materiałów MBP w Gorlicach
1 0
mało kto zrozumie w jakich czasach tacy ludzie żyli, jakie mieli problemy (prawdziwe problemy!), w jakim żyli strachu i jak znakomicie się zachowywali.