Ilustracyjne / pixabay.com
Raport historii pojazdu kosztuje między 80 a 120 złotych. Średnia strata kupującego, który trafi na cofnięte auto sprowadzone z Zachodu, sięga 14000 złotych. Na placach w okolicach Gorlic, Nowego Sącza i Tarnowa coraz więcej sprzedawców używanych aut zaczęło dokładać raport do każdej oferty zamiast czekać, aż klient o niego poprosi. Model prosty, ale jak na realia małych powiatowych rynków był przez lata praktycznie nie do pomyślenia.
Kiedy rozmawiam z właścicielami placów w Małopolsce, słyszę mniej więcej to samo. Kupujący przyjeżdża z wydrukowanym raportem z Niemiec albo z Holandii i zanim w ogóle usiądzie do kawy, chce wiedzieć, czy sprzedawca ma coś swojego do pokazania. Jarosław Kwiatkowski, który od dwunastu lat prowadzi plac przy wylotówce z Gorlic na Jasło, wspomniał mi, że jeszcze dwa, trzy lata temu klienci pytali głównie o cenę i rok produkcji. Teraz pytają o VIN i o historię serwisową, a jak widzą, że masz raport już wydrukowany i leży na biurku, to negocjacja idzie zupełnie inaczej. Krócej. Łatwiej. Z mniejszą liczbą emocjonalnych momentów, kiedy ktoś grozi, że pojedzie na inny plac. Kwiatkowski szacuje, że odkąd przestawił się na model pełnej przejrzystości pod koniec 2024 roku, sprzedaje o jakieś 20-25% więcej aut miesięcznie, ale nie umie jednoznacznie powiedzieć, ile z tego to efekt raportów, a ile po prostu lepszego roku na rynku wtórnym w regionie.
Dane z CEPiK za 2025 rok pokazują, że w powiecie gorlickim zarejestrowano w ciągu roku około 4200 używanych aut sprowadzonych z zagranicy, głównie z Niemiec, Belgii i Francji. Dla porównania w 2021 roku było ich mniej niż 3000. Równolegle rosła liczba zgłoszeń o podejrzeniu cofki, choć policja nie prowadzi w tej kategorii odrębnej statystyki powiatowej i każdy przypadek trafia pod ogólny art. 306a kodeksu karnego. SAMAR w swoim raporcie z lutego 2026 wskazał, że średni przebieg aut importowanych do Polski południowej jest o 18000 kilometrów wyższy niż deklarowany w ogłoszeniach z placów, co jest oczywiście danymi uśrednionymi, bo na konkretnym aucie rozbieżność może wynieść i 150000 kilometrów, i zero.
Zjawisko dobrowolnej przejrzystości w małych powiatach nie jest jakąś spójną strategią branżową. Rzecz wzięła się raczej z lokalnej konkurencji, bo kiedy na placu przy Biecku zaczęło się pojawiać w 2024 roku więcej klientów z wydrukami z carfaxów i niemieckich baz, to sąsiedni plac praktycznie z dnia na dzień zmienił politykę. Potem poszło to dalej, bo w małych powiatach informacja krąży szybko i jeśli jeden sprzedawca oferuje coś, czego inni nie oferują, to pozostali albo dorównują, albo tracą miesięczny wolumen. Analityk ds. sprawdzenia historii pojazdu w carVertical zauważył, że w powiatach nowosądeckim i tarnowskim liczba zamawianych raportów przez samych dealerów, a nie przez kupujących, wzrosła w 2025 roku o prawie 60% w porównaniu do 2023, choć baza wyjściowa była tak niska, że procentowo wygląda to dramatyczniej niż w liczbach bezwzględnych.
Marek Zając, który prowadzi plac w Tuchowie i sprzedaje może trzydzieści aut miesięcznie, opowiadał mi o konkretnej sytuacji z lutego tego roku. Klient przyjechał z Krakowa obejrzeć kombi z 2019 roku, cena około 58000 złotych, niemiecki import, papiery wyglądały czysto. Zając pokazał mu raport, z którego wynikało, że dwa lata wcześniej auto miało w Niemczech odnotowaną kolizję boku, nieduża szkoda, około 3000 euro wyceny. Kupujący wyszedł z placu, pojechał gdzieś na trzy godziny, wrócił i kupił. Dlaczego wrócił, sam do końca nie wyjaśnił, ale Zając ma teorię, że na innych placach próbował dostać coś bez historii i albo mu odmawiali, albo pokazywali raporty, na których widać było jeszcze większe problemy. W tamtym tygodniu, tak szacuje, sprzedał cztery auta z raportami pokazującymi jakieś nieidealne zdarzenia i wszystkie cztery pojechały. Miesiąc wcześniej, bez raportów, tempo sprzedaży było wyraźnie wolniejsze, choć on sam przyznaje, że luty to inaczej układa się kalendarz niż styczeń.
Rzecz nie polega na tym, że kupujący zaczęli oczekiwać czystych aut. Wręcz przeciwnie, bo na rynku wtórnym w cenach do 60000 złotych czyste importowane auto to dziś prawie anomalia. Chodzi o to, że kupujący przestali ufać opowieściom. Jeden ze sprzedawców w Łużnej, proszący o pominięcie nazwiska, powiedział mi wprost, że dziesięć lat temu handlowało się narracją. Dziś handluje się dokumentem. Historia serwisowa z dwóch baz plus weryfikacja VIN plus zdjęcia ze stacji kontroli pojazdów z zagranicy waży w rozmowie więcej niż najlepsza prezentacja ustna. Kupujący, którzy widzieli kiedyś sąsiada spalonego na cofce, przychodzą z listą pytań, którą jeszcze trzy lata temu miał co dziesiąty. Dziś ma co drugi.
Ta zmiana nie jest oczywiście powszechna. Placówki, które wciąż pracują w modelu „auto wygląda dobrze, kupuj albo przepuszczaj", nadal istnieją i nadal znajdują klientów, zwłaszcza wśród osób kupujących pierwszy samochód albo podchodzących do transakcji emocjonalnie. Inspektor na regionalnej stacji SKP w Nowym Sączu wspomniał, że rozbieżności między deklarowanym a rzeczywistym przebiegiem zgłaszane są u niego może dwa razy w miesiącu, ale realnie pojawiają się dużo częściej, tylko klienci nie drążą, bo już podpisali umowę i nie chcą brnąć w prokuraturę. Śledztwa w sprawach art. 306a są długie, kosztowne emocjonalnie i rzadko kończą się odzyskaniem pieniędzy. To wiedzą wszyscy w branży. Kupujący też już zaczynają to wiedzieć.
W praktyce model przejrzystości opłaca się głównie średnim placom, sprzedającym od 20 do 50 aut miesięcznie. Najmniejsi, którzy mają trzy, cztery auta na placu, często nie mają marży, żeby zamawiać raport do każdego pojazdu, bo przy aucie za 18000 złotych raport zjada około 0,5% marży i w ich modelu to jest zauważalne. Najwięksi dealerzy sieciowi mają własne wewnętrzne narzędzia i własne bazy. W tej średniej strefie, która w Małopolsce liczy może 140-180 placów, zmiana kulturowa jest najbardziej widoczna. Tomasz Wójtowicz, handlarz od dwudziestu lat, który zna mniej więcej wszystkich większych sprzedawców od Krakowa po Krosno, powiedział mi, że dziesięć lat temu nikt z jego pokolenia nie wyobrażał sobie pokazywania klientowi raportu z zagranicznej bazy. To się traktowało jak zdradę branżową, bo ujawniasz rzeczy, o których sprzedawca powinien wiedzieć więcej niż kupujący. Dziś ten sam Wójtowicz zamawia raporty na własny koszt do każdego auta powyżej 40000 złotych i mówi, że to się po prostu zwraca w czasie rozmowy. Nie liczył tego dokładnie. Zresztą nikt na tym placu nie liczy dokładnie.
Kiedy pytam, co dalej, odpowiedzi są ostrożne. Część sprzedawców spodziewa się, że w ciągu dwóch, trzech lat model przejrzystości przestanie być wyróżnikiem i stanie się standardem, co oznacza, że trzeba będzie szukać nowej przewagi gdzie indziej. Być może w gwarancjach, być może w serwisie posprzedażowym, być może w czymś, czego jeszcze nie widać. Na razie jednak na małopolskich placach, zwłaszcza tych w trójkącie Gorlice, Nowy Sącz, Tarnów, raport wydrukowany i położony na biurku jest tym, co odróżnia sprzedawcę, od którego się kupuje, od sprzedawcy, od którego się wychodzi.
Mieszkańcy ocenią komunikację miejską w Gorlicach. Rusz
Więcej przystanków na ŁOKIETKA ! W Austrii autobusy jeżdżą nie pod takie góreczki i dają radę. Można puścić je odwrotnie przez Pocieszkę w dół i zrobić więcej przystanków. Koniecznie przy Działkach !!!
Łookietek
10:12, 2026-05-21
Areszt dla 25-latka z Gorlic. Śledczy zabezpieczyli nar
A na Komendzie kiedy będzie porządek ? Wszyscy wiedzą o CIOCI i jej mężu i nic nie robicie u siebie. Nikt wam już nie wierzy.
Wojna i pokój
09:57, 2026-05-21
Rewitalizacja 3 Maja w Gorlicach. Kiedy ruszą prace w c
Jak komus sie mowi ze Gorlice leza przy drodze Krajowej lub drogach Wojewodzkich, to ludzie robia sobie w oczy kpiny i pytaja sie, czy w ogole widzialem te drogi? i bym sie nie osmieszal ! Bo na tych drogach to ciezko zawrocic nawet rowerem.
Gorliczan,
07:17, 2026-05-21
Walczymy o defibrylatory! Zagłosuj na swoją gminę
NIECH MI KTOŚ POWIE ILE JEST JUŻ TYCH defibrylatorów W CAŁYM POWIECIE ,GMINACH GORLICKICH I ILE RAZY ZOSTAŁ CHODZI JEDEN UŻYTY ?
SZYM
06:58, 2026-05-21