REKLAMA

Nowe małżeństwo, stary samochód: a może pojechać do ślubu zabytkiem?

13:56, 05.10.2017 | artykuł sponsorowany
REKLAMA
Skomentuj
Fot. materiał partnera

Wśród wielu pytań, na które muszą sobie odpowiedzieć przyszli państwo młodzi, jest i to, czym pojechać do ślubu. Oczywiście można po prostu taksówką, ale fantazja nowożeńców nie zna granic. Tego dnia wszystko powinno być wyjątkowe, a więc i limuzyna, którą młodzi pojadą do USC lub kościoła, a potem na wesele. Wybór jest ogromny.

Chyba największym powodzeniem cieszą się pojazdy kuszące luksusem: drogie, lśniące, bardzo wygodne. Być może wynika to z wiary, że luksusowy pojazd na drodze do małżeństwa pomoże osiągnąć luksus w małżeńskim stadle. Jest więc popyt na mercedesy, BMW, a nawet wielkie, ponadwymiarowe limuzyny z USA. Taki samochód może mieć wewnątrz nie tylko klimatyzację, ale i barek, telewizor, internet… Chyba tylko prysznice nie są jeszcze dostępne w kabinach. Hitem jest tesla – elektryczny, ultranowoczesny pojazd przyszłości z fantazyjnie otwieranymi do góry drzwiami, przez które panna młoda w ślubnej sukni wsiądzie i wysiądzie bez schylania.

Nie brak jednak i takich, którzy tę krótką, ale jakże ważną podróż chcą odbyć samochodem, który przyciąga wzrok nie z powodu luksusu, a wieku i niepowtarzalnego uroku dawnych konstrukcji. Są zatem firmy, gotowe przewozić nowożeńców majestatyczną warszawą, w której zamknięcie drzwi przypomina do pewnego stopnia zatrzaśnięcie klapy w czołgu, a wnętrze zachwyca klimatem lat 60. ubiegłego wieku. Kto poszuka, ten znajdzie i syrenę 105L. Tu już nie będzie tak wygodnie, bo to samochód dwudrzwiowy. Podobnie jak VW „garbus”, którym też można się na ślubny kobierzec dostać.

Można pojechać przepięknym samochodem cadillac 5 i poczuć się jak Amerykanie na niekończącej się szosie. Alternatywą jest elegancki Austin London Taxi albo mustang. Szyku zada zapewne Lincoln Continental z 1979 roku.

Kto dobrze poszuka, znajdzie prawdziwe starocie, np. Jaguara SS z roku 1939. Na nowożeńców czeka też Hudson Essex z roku 1930 i piękny Citroen B11 rocznik 1954.

Wskutek zniszczeń wojennych w Polsce ocalało niezbyt wiele aut naprawdę zabytkowych. W dużo lepszej sytuacji są pod tym względem Brytyjczycy, których kraj nie został podbity ani zamieniony w morze ruin. Po brytyjskich drogach jeździ więc wiele samochodów, których wiek dochodzi do stu lat. Może dlatego działa tam Classic Car Insurance ubezpieczenie specjalne dla jeżdżących zabytków. W Polsce ubezpieczanie starych samochodów jest dość trudne, zwłaszcza w odniesieniu do Auto Casco. Powinno się to jednak zmieniać z biegiem lat, bo przecież zabytkami stają się nawet samochody, które jeździły po polskich drogach już po 1989 roku.  

(artykuł sponsorowany)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
© gorlice24.pl | Prawa zastrzeżone | 2017